Forum ezoteryczne | ezoteryka | ezoTop.pl
Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Wersja do druku

+- Forum ezoteryczne | ezoteryka | ezoTop.pl (http://ezotop.pl)
+-- Dział: Ezoteryka (/forum-8.html)
+--- Dział: Tajemnice umysłu (/forum-16.html)
+---- Dział: Psychologia (/forum-116.html)
+---- Wątek: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... (/thread-8152.html)


Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - sunhine - 17-03-2014 23:09:00

Każdy z nas to przeżył, i w zależności od stopnia w jakim byliśmy zaangażowani emocjonalnie przeżywaliśmy utratę.
Zasadniczo możemy wyróżnić trzy etapy.
Pierwszy z nich to głównie łzy, złość usilnie szukanie winy u drugiej strony- choć powszechnie wiadomo, że wina zawsze jest po dwóch stronach. Możemy jedynie ustalić kto pierwszy zrobił ten zły ruch.
Drugi polega na wyparciu, próbie wymazania wspomnień- i tu ciekawostka - znów porażka. Posiadanie tych wspomnień jest boleśniejsze niż ich brak. Dopiero z czasem doceniamy ich wartość i znaczenie.
Trzeci i ostatni etap to racjonalizacja- i tu istnieje jakąś szansa na sukces. Na tym etapie - który jest najlepszy dla naszego zdrowia psychicznego- tworzymy racjonalny obraz nas samych i powodów rozstania.
Etapy mogą trwać bardzo długo bądź krótko, wszystko zależy od indywidualnych zdolnosci adaptacyjnych jednostki.
O czym warto pamiętać- i powtarzać jak mantrę - co nas nie zabije to nas wzmocni.
I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś....


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - rastar - 17-03-2014 23:23:27

żeby to takie proste było moja droga.
wyparcie nic nie da najlepiej zaakceptować swoje uczucia i spróbować sie nimi nie stac bo nas zniszczą tylko je obserwowac
taka moja rad pozwolić sobie na cierpienie, i łzy czasem, bo inaczej emocje nas rozwalą.
no i zalezy tez jakie to uczucie jesli uzalezniajace nas od drugiej osoby moze być cieżko.
serca nie da sie oszukać niestety a zyc dalej trzeba.
jedni zastepuja ta osobe inną inni uszukują sami siebie, a jeszcze inni słuchają takiej złotej rady jak ta powyżej, ale niestety recepty gotowej na to nie ma


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - sunhine - 17-03-2014 23:29:51

(17-03-2014 23:23:27)rastar napisał(a):  żeby to takie proste było moja droga.
wyparcie nic nie da najlepiej zaakceptować swoje uczucia i spróbować sie nimi nie stac bo nas zniszczą tylko je obserwowac
taka moja rad pozwolić sobie na cierpienie, i łzy czasem, bo inaczej emocje nas rozwalą.
no i zalezy tez jakie to uczucie jesli uzalezniajace nas od drugiej osoby moze być cieżko.
serca nie da sie oszukać niestety a zyc dalej trzeba.
jedni zastepuja ta osobe inną inni uszukują sami siebie, a jeszcze inni słuchają takiej złotej rady jak ta powyżej, ale niestety recepty gotowej na to nie ma

czas nie leczy ran...tylko uczy jak z nimi żyć.....


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - rastar - 17-03-2014 23:31:56

czas dobrze wypomina rany , no i nie jestem pewien czy jesli sami ich w sobie nie wyleczymy to on nas czegoś nauczy


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Fau - 17-03-2014 23:41:46

(17-03-2014 23:29:51)sunhine napisał(a):  czas nie leczy ran...tylko uczy jak z nimi żyć.....
Nie lubie tego stwierdzenia ze czas leczy rany bo to mega uproszczenie. Czas tylko przyzwyczaja do ewentualnego bolu lub jak piszesz uczy jak z nimi zyc.



RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - rastar - 17-03-2014 23:51:28

czy podobnym być do skały zasypując solą krew..
wierzyć że inny los pisany jest


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Jola. - 18-03-2014 08:39:46

(17-03-2014 23:09:00)sunhine napisał(a):  Pierwszy z nich to głównie łzy, złość usilnie szukanie winy u drugiej strony- choć powszechnie wiadomo, że wina zawsze jest po dwóch stronach. Możemy jedynie ustalić kto pierwszy zrobił ten zły ruch.
Drugi polega na wyparciu, próbie wymazania wspomnień- i tu ciekawostka - znów porażka. Posiadanie tych wspomnień jest boleśniejsze niż ich brak. Dopiero z czasem doceniamy ich wartość i znaczenie.
Trzeci i ostatni etap to racjonalizacja- i tu istnieje jakąś szansa na sukces. Na tym etapie - który jest najlepszy dla naszego zdrowia psychicznego- tworzymy racjonalny obraz nas samych i powodów rozstania.
Etapy mogą trwać bardzo długo bądź krótko, wszystko zależy od indywidualnych zdolnosci adaptacyjnych jednostki.
O czym warto pamiętać- i powtarzać jak mantrę - co nas nie zabije to nas wzmocni.
I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś....

Szukanie winy to porażka, wina domaga się kary, a ukarać nie ma jak...Z kolei karać siebie, to zrobic z samego siebie dla siebie najlepszego wroga, pomylenie...
W ten sposób można nieźle się wkręcić w samouzależnienie od negatywnych emocji, np nienawiści, do kogoś, w końcu i do siebie samego.
Wiem, że się powtórzę, ale każdemu należy się wolność wyboru, nie należy jej nikomu odbierać, sobie również, więc znaczenie mają już etapy, kiedy ludzie się poznają i dalsze, mając na uwadze wpisaną nieprzewidywalność ludzkich reakcji. I tu potrzebna jest tego świadomość, jak ją zdobyć? Żyjąc, doświadczając i myśleć, bo uczucia nie wykluczają myślenia, nie można zatrzymywać się tylko na przeżywaniu emocji.
Wypieranie - bez sensu, to się nie zdematerializuje, nie zniknie, każde doswiadczenie nas zmienia, przez to i odbiór świata, akceptacja tego, co jest, by pogodzić się z samym sobą. Ale przyznaję, ze to dla silnych osób, które nie boją się konfrontacji z ciemną stroną swojej osobowości, a więc równiez cierpieniem i bólem, wobec wymogów otoczenia, ich wizji i reguł, to nieprawda, że wszystko zawsze musi dziać się tak a tak - to pułapki myslenia.
Reszta wypowiedzi Sunshine traci zastosowanie. Jednak każdy musi wybierać swoją drogę, więc nie moge powiedzieć, że to co napisała jest złe itp.


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Strix - 18-03-2014 08:40:35

(17-03-2014 23:29:51)sunhine napisał(a):  czas nie leczy ran...tylko uczy jak z nimi żyć.....

czasu się nie zmieni, więc ból, będzie nam zawsze towarzyszył, to on nas kształtuje i uczy życia w przyszłości.
Najlepsza lekcja dla nas samych i od nas samych.
(17-03-2014 23:09:00)sunhine napisał(a):  Każdy z nas to przeżył, i w zależności od stopnia w jakim byliśmy zaangażowani emocjonalnie przeżywaliśmy utratę.
Dzięk temu jesteśmy w kolejnym doświadczeniu bardziej odporni.
(17-03-2014 23:09:00)sunhine napisał(a):  Zasadniczo możemy wyróżnić trzy etapy.
Pierwszy z nich to głównie łzy, złość usilnie szukanie winy u drugiej strony- choć powszechnie wiadomo, że wina zawsze jest po dwóch stronach. Możemy jedynie ustalić kto pierwszy zrobił ten zły ruch.
łzy owszem, złość też... wina, szukanie jej- chyba nie ma sensu.
(17-03-2014 23:09:00)sunhine napisał(a):  Drugi polega na wyparciu, próbie wymazania wspomnień- i tu ciekawostka - znów porażka. Posiadanie tych wspomnień jest boleśniejsze niż ich brak. Dopiero z czasem doceniamy ich wartość i znaczenie.
wymazywanie wspomnień- cóż, wg mnie nie można, bo nie można wymazać samego siebie. Etap ten nazwałabym raczej próbą pojednania się z tym co zaistniało.
(17-03-2014 23:09:00)sunhine napisał(a):  Trzeci i ostatni etap to racjonalizacja- i tu istnieje jakąś szansa na sukces. Na tym etapie - który jest najlepszy dla naszego zdrowia psychicznego- tworzymy racjonalny obraz nas samych i powodów rozstania.
Zaakceptowanie sytuacji i podziękowaniu za to czego doświadczyliśmy. Wówczas nastaje wolność od przeszłości.
(17-03-2014 23:09:00)sunhine napisał(a):  Etapy mogą trwać bardzo długo bądź krótko, wszystko zależy od indywidualnych zdolnosci adaptacyjnych jednostki.
O czym warto pamiętać- i powtarzać jak mantrę - co nas nie zabije to nas wzmocni.
I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś....
Owszem mogą trwać długo lub krótko, i wg mnie nie zależą od zdolności adaptacyjnych, a jedynie od gabarytu doświadczenia (powodu rozstania- zmiana partnera, lub śmierć). Można dość szybko (choć to pojęcie względne) uporać się z rozstaniem z osobą żywą, bo na rozstanie z kimś kto odszedł za tęczową granicę może być trwać wieczność, która również może być pojęciem względnym.


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Jola. - 18-03-2014 08:56:45

Ja się z tym nie zgodzę, że tylko ból jest najlepszą lekcją, bo dlaczego nie radość i szczęście?
Uczymy nasze dzieci i wychowujemy ofiarowując im właśnie radość i szczęście, to samo dotyczy naszych bliskich dorosłych, nie chcemy by przez nas cierpieli. Sami tez od tego przecież uciekamy...
:)
W końcu trzeba opuścic taką filozofię cierpiętnictwa, nie każmy innym cierpieć w imię nie wiadomo czego. Życie bywa wystarczająco ciezkie i bez tego...
Weźmy ból fizyczny - ludzie od niego uciekają, jak mogą, posiłkując się lekami, to jest akceptowalne, dlaczego więc mamy znosić ból psychiczny ponad miarę i potrzebę, kiedy np. może pełnić jedynie funkcję poznawczą - ciepię - to jest dla mnie złe, muszę jakoś zakończyć tę chorą sytuację szybko.


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Strix - 18-03-2014 09:12:06

Jolu, i tak i nie.
My ludzie jesteśmy takimi stworzeniami, że nie doceniamy tego szczęścia które posiadamy, dopiero w obliczu straty/bólu zatrzymujemy się i roztrząsamy. Te wydarzenia właśnie nas kształtują. Pięknie by było gdyby radość i szczęście nas kształtowały. Jeśli jesteśmy świadomi siebie, to nawet w smutku dojrzymy radość.

Tak samo jest ze zdrowiem. Jeśli jesteśmy zdrowi nie dbamy o swoją świątynie, ale gdy już coś zaczyna strzykać to lecimy do lekarza...
Tak samo jest z emocjami... nie zwracamy uwagi na szczęście, dopiero ból cierpienia nas zatrzymuje, budzi.


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Jola. - 18-03-2014 09:27:54

Nie powinniśmy uogólniać.
Ja doceniam szczęście i się cieszę, że troszkę przypadło mi ono w udziale.
Ty też w jednym z wątku napisałaś w samych superlatywach o swoim męzu, przyjemnie się czyta takie wynurzenia osób szczęśliwych.
Ktoś kto znajduje upodobanie w cierpieniu to po prostu masochista, reszta woli uciekać przed bólem.
A wiec osoby są świadome emocji, które przezywają.
Jeśli gloryfikuje się cierpienie należałoby pójść krok dalej, by być w prawdzie i dajmy na to skoczyć pod tira, albo ot tak sobie pięknego dnia porzucić wszystko, co się kocha.
Wokół widać przeciwne reakcje, utrzymać stan posiadania za wszelką ceną.
:)


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - rastar - 18-03-2014 09:46:19

co za brednie, i watek bez sensu.
nie mozna tak generalizować i nie ma na to złotej recepty.
kazdy jest inny i kazdy inaczej doświadcza.
nie da sie uciec przed cierpieniem, i gówno prawda z tym szukaniem radości , w smutku.
moim zdaniem nie da sie tego przeskoczyć ani obejść.
jedyne wyjscie to obserwować swoje emocje o ile damy radę i pomimo wszystko znależć w sobie siłę.
a najlepsze wyjscie to walczyc o siebie i tą osobe póki jest jeszcze cień szansy.
i nie jolu rozum i myslenie nie ma nic do tego bo zazwyczaj uczucia sa tak silne ,,jesli jest lub było to coś warte ze przysłaniaja zdrowy rozsądek.
zastanów się nad tym proszę co ty piszesz ...mówie o tirze,
a to o czym mowisz to rozprawianie sytego jak to pamieta jak był kiedyś głodny.
przepraszam ze tak pisze ale denerwują mnie takie wątki, złote myśli i pirniczenie kotka za pomocą młotka pana i pani złotej raczki jak to szybko i bezbolesnie uleczyc swoje zycie
przypomina mi to troche bal charytatywny tłustych bankierów , rozprawiających o losie dzieci w afryce
przypomina mi to troche bal harytatywny tłustych bankierów płaczacych nad losem dzieci w afryce
przypomina mi to troche bal harytatywny tłustych bankierów, smucacych sie nad losem dzieci w afryce.
nie ma skrótów moi drodzy.
nie da sie w sobie utomunic uczucia ani pskromic emocji, wszystko musi przepłynąć przez nas


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Mała - 18-03-2014 10:15:13

Cytat:Weźmy ból fizyczny - ludzie od niego uciekają, jak mogą, posiłkując się lekami, to jest akceptowalne, dlaczego więc mamy znosić ból psychiczny ponad miarę i potrzebę, kiedy np. może pełnić jedynie funkcję poznawczą - ciepię - to jest dla mnie złe, muszę jakoś zakończyć tę chorą sytuację szybko.

Podobnie jak w chorobie, cierpimy do czasu wspierając się tabletkami przeciwbólowymi. Ale przychodzi czas, kiedy trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i zmierzyć się z prawdą. Czyli idziemy do lekarza celem znalezienia przyczyny bólu, zanim nas choroba zabije.
Podobnie jest z uczuciami po rozstaniu. Obowiązkowo należy spojrzeć prawdzie w oczy i zrobić rachunek sumienia - gdzie tkwi przyczyna, bo zwykle po obu stronach. I tak jak w chorobie, operacja bywa bolesna, tak w uczuciach musimy również spojrzeć z innej strony i stanąć z boku.
Nie zmienia to w niczym cierpienia, bo każdy ma inną skalę wytrzymałości, ALE pozwala powolutku oswoić się z zaistniałą sytuacją, zrozumieć. I to już jest pierwszy krok do stopniowego zapominania.
Oczywiście są ludzie, którzy już nigdy nie zapomną i do śmierci będzie ich boleć. Ba, niektórych zabije.


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Boji - 18-03-2014 14:07:21

Sz D ma racje - dopiero gdy sie cos traci - docenia sie to co sie mialo.
Niezaleznie co by to nie bylo - bliska osoba, zdrowie, przyjazn, milosc, praca ...
Czlowiek wowczas staje "z boku" i z pelniejsza swiadomoscia jest w stanie na wszystko spojrzec i - docenic.
Ze wiaze sie to z bolem ? - z bolu/z bolem sie wszystko rodzi ...
To sa bolesne doswiadczenia, ale rownie potrzebne jak te radosne, szczesliwe.
Zbieramy je do jednego "worka" ... dobrze, jesli rownowaza sie ...

Stracic bliska osobe - tak jak wiemy wszyscy - przyczyna lezy zwykle po obu stronach ,
"bo do Tanga trzeba dwojga" ...
Nawet, gdy w swej rozpaczy nie widzimy wlasnej winy - ona tam jest.
Jesli ewidentnie druga osoba zawinila,
cos musialo byc w naszym postepowaniu,
co w"jakis" sposob do tego dopuscilo / mialo na to wplyw ...
Co zrobic ? - co poradzic ?
Nikogo nie zmusimy do milosci.
Starac sie jak najpredzej wrocic do rownowagi,
we wspomnieniach cieszyc sie pieknymi momentami przezytymi w zwiazku,
wyciagac ze wszystkiego wnioski,
w przyszlosci z duza doza ostroznosci korzystac (nawzajem)z danego nam szczescia,
ale bez strachu ...

Zapomniec nigdy nie bedziemy w stanie ...

Precz z moich oczu!... posłucham od razu,
Precz z mego serca!... i serce posłucha,
Precz z mej pamięci!... nie tego rozkazu
Moja i twoja pamięć nie posłucha.

Precz z mej pamięci! — posłucham rozkazu,
Lecz pamięć będzie na rozkazy głucha !



RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Strix - 18-03-2014 21:04:01

Jolu nie uogólniam... i zgodzę się z tym, że ten kto upaja się cierpieniem to masochista... ale jak wspomniałam, wszystko zależy od tego czy ból wywołany jest rozstaniem bo coś się wypaliło, czy też ktoś odszedł za tęczową granicę. Bo tych doświadczeń nijak można porównać.
Rastar... wszystko płynie... i każdy jest inny, jeden podda się od razu po pierwszej porażce, a drugiego odmowy nie odstraszają i walczą- tutaj rolę odgrywa siła psychiczna robaczka.

Co do
Cytat:nie da sie uciec przed cierpieniem, i gówno prawda z tym szukaniem radości , w smutku.
myślę, że nie zrozumiałeś tego co ja napisałam... chodzi mi o to, że robaczek X rozszedł się z robaczkiem Y. X cierpi, żyje, przechodzi... uzmysławia sb, że cierpiał, nie potrzebnie, bo obok niego pojawia się robaczek Z, z którym wiąże swoją przyszłość, i jest mu jak w niebie, pełna symetria między X i Z. Do jakiego wniosku dochodzi robaczek X? że właśnie dzięki temu, że rozszedł się z robaczkiem Y zaoszczędził kilka lat własnego życia, a to, co wydażyło się później dało mu dużo siły i nauczyło go wiele o nim samym... i to miałam na myśli pisząc że w smutku rodzi się szczęście... które przychodzi z czasem... nawet nieproszone.


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - rastar - 18-03-2014 23:54:23

Też mnie nie zrozumiałaś oczywiście scenariuszy może być wiele ale ja nie mowie o tym co potem tylko co w danej chwili.
A takiej osobie raczej trudno spojrzec w przyszłość uśmiechnąć sie i powiedzieć, ok bedzie dobrze było mineło, tak miało być.
Bo to ucieczka w danej chwili od tego co sie czuje, a jeśli ktoś tak potrafi..to gratuluje siły..albo inaczej to ocenie ..uczucie to było g...warte.
Nie mowie o umartwianiu sie bo i po co ale jak czytam te zlote rady..to mi sie cofa za przeproszeniem.
To jak bal charytatywny grubych bankierow mowiacych o glodujacych w afryce.
Zgadza byc moze bedzie lepiej byc moze dane nam spotkac kogos w przyszlosci..ale w danej chwili nie jest to lekarstwem bo nie da sie uciec przed samym soba i uczuciami..chyba ze tak jak mowilem sa one fikcyjne.
Nie zachecam do umartwiania i zarazania swiata swoim cierpieniem ake nie mozna przeciez powiedziec sobie..ok bylo mineło stało sie bylo minelo.
Zalezy tak jak pisalem od osoby..zwoazku jakie to uczucie bylo ..ile te osoby razem byly.
I nie mowie droga jolu o przywiazywaniu kogos do siebie..ale probie transformacji tych uczuc na lepsze swiadomej probie naprawy..wtedy coz jak juz nie da rady to przynajmniej mozna sobie szczeze powiedziec..probowalem..walczylem o to co we mnie prawdziwe o to co czuje.
Wiem ze teraz jest tendencja do wymiany na nowe lub wyrzucenia na smietnik zamiast proby naprawy..ale to moim zdaniem najlatwiejsza droga.
I ludzie moim zdaniem zbyt szybko z siebie rezygnuja odpuszczaja.a prowadzi to moim zdaniem do utraty tego co cenne wartosciowe i prawdziwe w nas.
Bo zwiazek to przecierz nie tylko motylki i te piekne chwile ,ale takze wspolne problemy, oddalenie , powroty, i gdy umiemy o ta milosc walczyc i być z soba pomimo a nie dlatego ze to ta miłość nabiera znaczenia i daje nam naprawde wieke bogacywa wewnetrznego..mimo cierpienia


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Strix - 19-03-2014 09:15:59

Wszystko pięknie ładnie, ale nie można zatrzymać przy sobie kogoś na siłę... nawet próby te największe mogą okazać się jeszcze większym gwoździem do trumny. Czasem lepiej odejść, poddać się niż walczyć z uporem maniaka o to co i tak jest przekreślone... tutaj jedynie może czas przynieść korzyść.

Jak piszesz Ty i autorka tematu, trzeba przejść wszystkie etapy, ale ich długość zależy od predyspozycji i siły wewnętrznej danej osoby. Dzięki samoświadomości i zrozumieniu prawd rządzących tym światem, możemy na wszystko inaczej spojrzeć, i to właśnie nazywam szczęściem.

Powiem tak, nawet w największym dole staram się znaleźć promień szczęścia... rozumiem ten schemat i dzięki temu można stać się wolniejszym.

Każdy z nas jest inny, i co innego na niego oddziałuje... masz rację, dobre rady można zachować dla sb, ale nic nie stoi na przeszkodzie aby pokazać jak każdy z nas sobie radzi z rozstawieniem, a nóż, osoba która przeżywa rozterki rozstania stwierdzi "jestem szczęściarą/rzem on ma gorzej niż ja" i zobacz jest szczęście ;)


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - rastar - 19-03-2014 09:19:19

Przecierz ja nic nie mowie o przywiazywaniu do siebie.
I tez jestem raczej osoba starajaca sie isc do przodu.
Widze ze poprostu mowimy o czym innym.


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Strix - 20-03-2014 21:00:46

tak pół żartem pół serio... ale jakże prawdziwe.

[Obrazek: madrosci-zyciowe_67032.gif]



RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Boji - 20-03-2014 21:04:49

[Obrazek: k,NjU4ODAwNzQsNDYwOTYxMzE%3D,f,kiedy_koc...cG_big.jpg]

Ale to tak juz bywa ... [Obrazek: 06-sad.png]



RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Aga - 20-03-2014 21:27:35

(18-03-2014 23:54:23)rastar napisał(a):  ...A takiej osobie raczej trudno spojrzec w przyszłość uśmiechnąć sie i powiedzieć, ok bedzie dobrze było mineło, tak miało być.

Dobrze napisane :)


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Boji - 20-03-2014 22:11:09

Niestety - rozstania - kazdy z nas to przezywal/przezywa/bedzie przezywal ...

Nie ma na to lekarstwa ... nie ma slow pocieszen ...
przez to doswiadczenie trzeba przejsc, pogodzic sie z tym.
Uwazam, ze po ochlonieciu nalezy dokladnie wszystko przeanalizowac i poszukac przyczyny ... czesto - choc nie zawsze - znajdujemy ja w sobie ... wowczas nadchodzi czas, by zaczac zmiany - od siebie ...

[Obrazek: z_wierszykiem.gif]


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Fau - 21-03-2014 09:38:40

Tu się nie ma co rozpisywać, to trzeba samemu przeżyć i ...przeżyć.


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - rastar - 21-03-2014 11:08:15

Ja prosze o szczera odpowiedz.
Ike z osob tutaj to rozstanie ,utrate przezylo a ile wali scieme i koloryzuje.
Bo widze ze duzo osob ma do tego sklonnosci bo watku ..ying yang kobieta i mezczyzna.
Nie bede pokazywał palcami.
Ale prosze o rozwage, fajnie podyskutować ale az czasem przykro pisać taki makaron na uszy....
Pozdrawiam


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Strix - 21-03-2014 12:44:02

ja podnoszę rękę do góry.
Z moim mężem rozstawaliśmy się i schodziliśmy... trwało to kilka ładnych latek... aż w końcu się pobraliśmy i żyjemy sobie tak, o... owszem nieraz zaliczamy doliny, i mam ochotę sb pójść gdzie pieprz rośnie i on pewnie też, ale wówczas byłoby to wygodnictwo...

Gdy się rozchodziliśmy, zaliczałam straszne doły, wpędzałam się w pułapkę smutku, aż do chwili gdy sb uzmysłowiłam wolność uczuć... to szczęście o którym pisałam... zmieniłam nastawienie, spojrzenie na nas... pogodziłam się z zaistniałym stanem... bo ileż można tracić czasu? Jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, zniknęliśmy sb z pola widzenia... były inne związki... ale tęsknota serca pozostała...do czasu... teraz już żyjemy sobie gdzieś tam, zawieszeni we własnym świecie uczuć...Angel
To jedno z moich ważniejszych doświadczeń.

Drugie to śmierć dla mnie bardzo ważnej osoby... z jej odejściem nie mogłam się pogodzić kilkanaście lat... już jako dorosła kobieta uzmysłowiłam sobie pewne rzeczy... nie ukrywam, to była najcięższa jak na razie próba mojego dotychczasowego życia. Z której myślę, wyszłam obronną ręką.

Zarówno doświadczenie pierwsze jak i drugie nauczyło mnie wiele, mianowicie radości w docenianiu tego co jest, i dziękowaniu za zaistniały stan.:shy:


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - infedro7 ♡ - 21-03-2014 13:30:27

(21-03-2014 11:08:15)rastar napisał(a):  Ja prosze o szczera odpowiedz.
Ike z osob tutaj to rozstanie ,utrate przezylo a ile wali scieme i koloryzuje.
Bo widze ze duzo osob ma do tego sklonnosci bo watku ..ying yang kobieta i mezczyzna.
Nie bede pokazywał palcami.
Ale prosze o rozwage, fajnie podyskutować ale az czasem przykro pisać taki makaron na uszy....
Pozdrawiam

- hmm... to dobrze Rast ze nie pokazujesz palcami... :D
- a watek "KiM Yi/Ya", sobie płynie własnym torem... i jeszcze nawet nie jest w 1/3 tego czym w zamiarze 'ma być'... , wiec każdy wypowiada się tam, tak jak umie... i mnie zupełnie to nie przeszkadza... :D
- wiec było by miło jakby Pan powstrzymywał się od własnych ocen, na miarę jedynie własnych iluzji... ;)
- pozdrawiam... :)



---dużo Miłości życzę... infe7


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - rastar - 21-03-2014 13:38:13

No tak ale mimo wszystko to piertwsze doswiadczenie to nie utrata jednak kogoś...to taka wegetacja moim zdaniem i pogodzenie się z losem.
ale moge się mylić, i z drugiej strony wróciliscie do siebie, więc to nie całkiem rozstanie.
co do drugiego dowiadczenia, to cóż bardziej pobłażliwie patrzę na śmierć,
jakoś zawsze ją akceptowałem przynajmniej w tych wypadkach które dotknęły mnie bezpośrednio, nie mowie ze jestem na nią znieczólony ale jakoś jako fakt dokonany była łatwiejsza dla mnie do zaakceptowania.
Natomiast mniej mi się to udaje z rzyjącymi, jakoś przeraza mnie znieczólica i obojętność , ludzka jakby na nią nie spojrzeć czy jest ona nazywana odpornością, czy ucieczką, człowiek zawsze sobie znajdzie jakąs nazwę.
Ja zawsze wolałem zyc prawdziwie, jakoś nie idzie mi udawanie uczuć , albo kochanie na pół gwizdka, ale mówię o sobie, może niektórzy tak potrafią, i nie oceniam, pisze z tej perspektywy o sobie.
W dalszym tokiu jesli mowimy o rozstaniu, to trzymam się tego co napisałem,
nie łatwo być odrzuconym przez kogoś kogo się kocha, i niech sobie k,azdy mowi te swoje mądrosci, o patrzeniu z daleka, docenianiu i godzeniu się z losem, szukaniu perspektyw ..to mi to nie pasuje ani troche, no ale moze niedojrzałem do tego albo poprostu nie potrafie , tak jak powiedziałem kochac troche.
zgodze się tylko co do perspektywy czasu, to tak pozwala pogodzić się z pewnymi sprawami.
(21-03-2014 13:30:27)infedro 7 napisał(a):  - hmm... to dobrze Rast ze nie pokazujesz palcami... :D
- a watek "KiM Yi/Ya", sobie płynie własnym torem... i jeszcze nawet nie jest w 1/3 tego czym w zamiarze 'ma być'... , wiec każdy wypowiada się tam, tak jak umie... i mnie zupełnie to nie przeszkadza... :D
- wiec było by miło jakby Pan powstrzymywał się od własnych ocen, na miarę jedynie własnych iluzji... ;)
- pozdrawiam... :)


---dużo Miłości życzę... infe7
mi miłosci nie brakuje drogi infe...
a co do mojej uwagi to przepraszam ale jako uczestnik forum, i zwolennnik szczerej dyskusji to nie moge czytać jak tam to wszystko przesłodzone i zniekształcone jest, instant tak jak powiedziałem szczerej i prawdziwej wypowiedzi.
i przepraszam ale musiałem zwrócić uwagę bo niektóre wypowiedzi godzą w moją i autorów inteligencje....emocjonalną :)
Pozdrawiam również ,,,serdecznie dodam...:D


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Strix - 21-03-2014 16:01:16

(21-03-2014 13:38:13)rastar napisał(a):  No tak ale mimo wszystko to piertwsze doswiadczenie to nie utrata jednak kogoś...to taka wegetacja moim zdaniem i pogodzenie się z losem.
ale moge się mylić, i z drugiej strony wróciliscie do siebie, więc to nie całkiem rozstanie.
co do drugiego dowiadczenia, to cóż bardziej pobłażliwie patrzę na śmierć,
jakoś zawsze ją akceptowałem przynajmniej w tych wypadkach które dotknęły mnie bezpośrednio, nie mowie ze jestem na nią znieczólony ale jakoś jako fakt dokonany była łatwiejsza dla mnie do zaakceptowania.
Natomiast mniej mi się to udaje z rzyjącymi, jakoś przeraza mnie znieczólica i obojętność , ludzka jakby na nią nie spojrzeć czy jest ona nazywana odpornością, czy ucieczką, człowiek zawsze sobie znajdzie jakąs nazwę.
Ja zawsze wolałem zyc prawdziwie, jakoś nie idzie mi udawanie uczuć , albo kochanie na pół gwizdka, ale mówię o sobie, może niektórzy tak potrafią, i nie oceniam, pisze z tej perspektywy o sobie.
W dalszym tokiu jesli mowimy o rozstaniu, to trzymam się tego co napisałem,
nie łatwo być odrzuconym przez kogoś kogo się kocha, i niech sobie k,azdy mowi te swoje mądrosci, o patrzeniu z daleka, docenianiu i godzeniu się z losem, szukaniu perspektyw ..to mi to nie pasuje ani troche, no ale moze niedojrzałem do tego albo poprostu nie potrafie , tak jak powiedziałem kochac troche.
zgodze się tylko co do perspektywy czasu, to tak pozwala pogodzić się z pewnymi sprawami.

Rastar, co ma z tym wspólnego to, że wróciliśmy...i przez to dyskwalifikujesz to moje doświadczenie? To, że wróciliśmy do siebie to w Tw mniemaniu kochanie na pół gwizdka?-chyba, że źle to rozumuje... zresztą nie ważne.... ważne jest to, że cierpiałam... potwornie... nawet gdy życie ułożyłam sb z kimś zupełnie obcym. Cierpiałam, w nowym związku z nowym partnerem, dopóty nie zdałam sobie sprawy, że swoje już przeszłam, dałam sobie czas i przetransformowałam rozpacz...czasem lepiej pogodzić się ze stratą, niż walczyć bez sensu... czasem trzeba umieć sb powiedzieć dość! bo w przeciwnym razie, wychodzisz an egoistę, dla którego nie ważne są uczucia drugiej osoby... podlatuje troszkę patologią miłości: ja czuję że powinniśmy być, a druga osoba ma to w poszanowaniu lub odwrotność... będę walczył o zwiazek- zatruwając swoje i kogoś jeszcze życie... sorki, ale chyba nie na tym też rzecz polega?!

Ze śmiercią jestem pogodzona, zawsze byłam, ale pewnych rzeczy nie można przeskoczyć...
może podam Ci drastyczny przykład- tylko teoretyzuję- masz np. dziecko, żonę, któreś z nich wpada w objęcia Pana Śmierci- też będziesz z tym pogodzony, łatwe będzie Ci to zaakceptować? nie wydaje mi się...


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - rastar - 21-03-2014 16:04:27

No nie całkiem żłe zrozumiałaś. mowiłem ze nie oceniam pisze ze swojej perspektywy.
no i tak jak powiedziałem z ta smiercią która mnie osobiście dotknęła, nie teroretyzuje dalej.


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Strix - 21-03-2014 16:06:32

Ras, wiem że nie oceniasz... ale proszę powiedz co w Tw rozumowaniu znaczy kochać na pół gwizdka?- rozstawać się i wracać czy jak... bo chyba zgubiłam gdzies po drodze sens Tych Tw słów.


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - rastar - 21-03-2014 16:15:10

Nie wazne juz . przepraszam odpuszczam wątek.


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Strix - 21-03-2014 16:18:21

nie masz za co przepraszać... myślę, że Tw wypowiedź daje do myślenia i jest wartościowa, ponieważ jest szczera... :):heart:


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - infedro7 ♡ - 21-03-2014 17:10:50

(21-03-2014 13:38:13)rastar napisał(a):  - mi miłosci nie brakuje drogi infe...
a co do mojej uwagi to przepraszam ale jako uczestnik forum, i zwolennnik szczerej dyskusji to nie moge czytać jak tam to wszystko przesłodzone i zniekształcone jest, instant tak jak powiedziałem szczerej i prawdziwej wypowiedzi...

- hmm... z tego wynika ze nie wiesz, po co to jest tak a nie inaczej... zapytaj w wątku to się dowiesz... ;)

Cytat:i przepraszam ale musiałem zwrócić uwagę bo niektóre wypowiedzi godzą w moją i autorów inteligencje....emocjonalną :)

- hmm... jak Cie 'godzą' to się odzywaj waść w temacie , /a nie żyj domysłami/... to z miejsca dostaniesz odemła kubeł 'zimnej wody' na te Waści "godzącą gorącość"... :D ;)

... :heart: Angel



...pozdrawiam cieplutko... infe7


RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie.... - Boji - 21-03-2014 21:48:05

Rozstanie z bliska osoba to jest jedna strona medalu.
Tego typu rozstania sa poprzez blad ktorejs ze stron, bledy obojga,
rozwody ...
Natomiast UTRATA bliskiej osoby - uwazam, ze to jest sprawa bardzo powazna,
gdyz nie ma mozliwosci spotkania sie na tym swiecie.

Przezylam rozstania - nie jedno ...
przezylam utracenie bliskich osob - nie jednych ...
w tym wlasnych dzieci ...

Nie ma sensu rozdzielac wlosa na cztery ...
Fausta:
Cytat:Tu się nie ma co rozpisywać, to trzeba samemu przeżyć i ...przeżyć.
Tak ... trzeba przezyc i wyciagac zawsze na przyszlosc wnioski ...

[Obrazek: rozstanie-257x300.jpg]