Wróżymy tylko osobom pełnoletnim - REGULAMIN PRÓŚB O WRÓŻBĘ - Kliknij i przeczytaj koniecznie!

Odpowiedz 
 
Ocena wątku:
  • 0 Głosów - 0 Średnio
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
17-03-2014, 23:09:00
Post: #1
Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
Każdy z nas to przeżył, i w zależności od stopnia w jakim byliśmy zaangażowani emocjonalnie przeżywaliśmy utratę.
Zasadniczo możemy wyróżnić trzy etapy.
Pierwszy z nich to głównie łzy, złość usilnie szukanie winy u drugiej strony- choć powszechnie wiadomo, że wina zawsze jest po dwóch stronach. Możemy jedynie ustalić kto pierwszy zrobił ten zły ruch.
Drugi polega na wyparciu, próbie wymazania wspomnień- i tu ciekawostka - znów porażka. Posiadanie tych wspomnień jest boleśniejsze niż ich brak. Dopiero z czasem doceniamy ich wartość i znaczenie.
Trzeci i ostatni etap to racjonalizacja- i tu istnieje jakąś szansa na sukces. Na tym etapie - który jest najlepszy dla naszego zdrowia psychicznego- tworzymy racjonalny obraz nas samych i powodów rozstania.
Etapy mogą trwać bardzo długo bądź krótko, wszystko zależy od indywidualnych zdolnosci adaptacyjnych jednostki.
O czym warto pamiętać- i powtarzać jak mantrę - co nas nie zabije to nas wzmocni.
I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś....
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi



17-03-2014, 23:23:27
Post: #2
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
żeby to takie proste było moja droga.
wyparcie nic nie da najlepiej zaakceptować swoje uczucia i spróbować sie nimi nie stac bo nas zniszczą tylko je obserwowac
taka moja rad pozwolić sobie na cierpienie, i łzy czasem, bo inaczej emocje nas rozwalą.
no i zalezy tez jakie to uczucie jesli uzalezniajace nas od drugiej osoby moze być cieżko.
serca nie da sie oszukać niestety a zyc dalej trzeba.
jedni zastepuja ta osobe inną inni uszukują sami siebie, a jeszcze inni słuchają takiej złotej rady jak ta powyżej, ale niestety recepty gotowej na to nie ma
Zacytuj ten post w odpowiedzi
17-03-2014, 23:29:51
Post: #3
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
(17-03-2014 23:23:27)rastar napisał(a):  żeby to takie proste było moja droga.
wyparcie nic nie da najlepiej zaakceptować swoje uczucia i spróbować sie nimi nie stac bo nas zniszczą tylko je obserwowac
taka moja rad pozwolić sobie na cierpienie, i łzy czasem, bo inaczej emocje nas rozwalą.
no i zalezy tez jakie to uczucie jesli uzalezniajace nas od drugiej osoby moze być cieżko.
serca nie da sie oszukać niestety a zyc dalej trzeba.
jedni zastepuja ta osobe inną inni uszukują sami siebie, a jeszcze inni słuchają takiej złotej rady jak ta powyżej, ale niestety recepty gotowej na to nie ma

czas nie leczy ran...tylko uczy jak z nimi żyć.....
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
17-03-2014, 23:31:56
Post: #4
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
czas dobrze wypomina rany , no i nie jestem pewien czy jesli sami ich w sobie nie wyleczymy to on nas czegoś nauczy
Zacytuj ten post w odpowiedzi
17-03-2014, 23:41:46 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-03-2014 23:45:03 przez Fau.)
Post: #5
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
(17-03-2014 23:29:51)sunhine napisał(a):  czas nie leczy ran...tylko uczy jak z nimi żyć.....
Nie lubie tego stwierdzenia ze czas leczy rany bo to mega uproszczenie. Czas tylko przyzwyczaja do ewentualnego bolu lub jak piszesz uczy jak z nimi zyc.

To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
17-03-2014, 23:51:28
Post: #6
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
czy podobnym być do skały zasypując solą krew..
wierzyć że inny los pisany jest
Zacytuj ten post w odpowiedzi
18-03-2014, 08:39:46
Post: #7
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
(17-03-2014 23:09:00)sunhine napisał(a):  Pierwszy z nich to głównie łzy, złość usilnie szukanie winy u drugiej strony- choć powszechnie wiadomo, że wina zawsze jest po dwóch stronach. Możemy jedynie ustalić kto pierwszy zrobił ten zły ruch.
Drugi polega na wyparciu, próbie wymazania wspomnień- i tu ciekawostka - znów porażka. Posiadanie tych wspomnień jest boleśniejsze niż ich brak. Dopiero z czasem doceniamy ich wartość i znaczenie.
Trzeci i ostatni etap to racjonalizacja- i tu istnieje jakąś szansa na sukces. Na tym etapie - który jest najlepszy dla naszego zdrowia psychicznego- tworzymy racjonalny obraz nas samych i powodów rozstania.
Etapy mogą trwać bardzo długo bądź krótko, wszystko zależy od indywidualnych zdolnosci adaptacyjnych jednostki.
O czym warto pamiętać- i powtarzać jak mantrę - co nas nie zabije to nas wzmocni.
I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś....

Szukanie winy to porażka, wina domaga się kary, a ukarać nie ma jak...Z kolei karać siebie, to zrobic z samego siebie dla siebie najlepszego wroga, pomylenie...
W ten sposób można nieźle się wkręcić w samouzależnienie od negatywnych emocji, np nienawiści, do kogoś, w końcu i do siebie samego.
Wiem, że się powtórzę, ale każdemu należy się wolność wyboru, nie należy jej nikomu odbierać, sobie również, więc znaczenie mają już etapy, kiedy ludzie się poznają i dalsze, mając na uwadze wpisaną nieprzewidywalność ludzkich reakcji. I tu potrzebna jest tego świadomość, jak ją zdobyć? Żyjąc, doświadczając i myśleć, bo uczucia nie wykluczają myślenia, nie można zatrzymywać się tylko na przeżywaniu emocji.
Wypieranie - bez sensu, to się nie zdematerializuje, nie zniknie, każde doswiadczenie nas zmienia, przez to i odbiór świata, akceptacja tego, co jest, by pogodzić się z samym sobą. Ale przyznaję, ze to dla silnych osób, które nie boją się konfrontacji z ciemną stroną swojej osobowości, a więc równiez cierpieniem i bólem, wobec wymogów otoczenia, ich wizji i reguł, to nieprawda, że wszystko zawsze musi dziać się tak a tak - to pułapki myslenia.
Reszta wypowiedzi Sunshine traci zastosowanie. Jednak każdy musi wybierać swoją drogę, więc nie moge powiedzieć, że to co napisała jest złe itp.

Pozdrawiam
Jola
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
18-03-2014, 08:40:35 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-03-2014 08:50:10 przez Strix.)
Post: #8
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
(17-03-2014 23:29:51)sunhine napisał(a):  czas nie leczy ran...tylko uczy jak z nimi żyć.....

czasu się nie zmieni, więc ból, będzie nam zawsze towarzyszył, to on nas kształtuje i uczy życia w przyszłości.
Najlepsza lekcja dla nas samych i od nas samych.
(17-03-2014 23:09:00)sunhine napisał(a):  Każdy z nas to przeżył, i w zależności od stopnia w jakim byliśmy zaangażowani emocjonalnie przeżywaliśmy utratę.
Dzięk temu jesteśmy w kolejnym doświadczeniu bardziej odporni.
(17-03-2014 23:09:00)sunhine napisał(a):  Zasadniczo możemy wyróżnić trzy etapy.
Pierwszy z nich to głównie łzy, złość usilnie szukanie winy u drugiej strony- choć powszechnie wiadomo, że wina zawsze jest po dwóch stronach. Możemy jedynie ustalić kto pierwszy zrobił ten zły ruch.
łzy owszem, złość też... wina, szukanie jej- chyba nie ma sensu.
(17-03-2014 23:09:00)sunhine napisał(a):  Drugi polega na wyparciu, próbie wymazania wspomnień- i tu ciekawostka - znów porażka. Posiadanie tych wspomnień jest boleśniejsze niż ich brak. Dopiero z czasem doceniamy ich wartość i znaczenie.
wymazywanie wspomnień- cóż, wg mnie nie można, bo nie można wymazać samego siebie. Etap ten nazwałabym raczej próbą pojednania się z tym co zaistniało.
(17-03-2014 23:09:00)sunhine napisał(a):  Trzeci i ostatni etap to racjonalizacja- i tu istnieje jakąś szansa na sukces. Na tym etapie - który jest najlepszy dla naszego zdrowia psychicznego- tworzymy racjonalny obraz nas samych i powodów rozstania.
Zaakceptowanie sytuacji i podziękowaniu za to czego doświadczyliśmy. Wówczas nastaje wolność od przeszłości.
(17-03-2014 23:09:00)sunhine napisał(a):  Etapy mogą trwać bardzo długo bądź krótko, wszystko zależy od indywidualnych zdolnosci adaptacyjnych jednostki.
O czym warto pamiętać- i powtarzać jak mantrę - co nas nie zabije to nas wzmocni.
I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś....
Owszem mogą trwać długo lub krótko, i wg mnie nie zależą od zdolności adaptacyjnych, a jedynie od gabarytu doświadczenia (powodu rozstania- zmiana partnera, lub śmierć). Można dość szybko (choć to pojęcie względne) uporać się z rozstaniem z osobą żywą, bo na rozstanie z kimś kto odszedł za tęczową granicę może być trwać wieczność, która również może być pojęciem względnym.

Najważniejsza rzecz to trzymać się i wciąż szukać, szukać twórczych dróg, szukać samotności, szukać czasu na bycie i działanie, szukać sensu istnienia; trzeba trwać, bo dzika natura daje obietnice, że po zimie zawsze nadchodzi wiosna.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
18-03-2014, 08:56:45
Post: #9
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
Ja się z tym nie zgodzę, że tylko ból jest najlepszą lekcją, bo dlaczego nie radość i szczęście?
Uczymy nasze dzieci i wychowujemy ofiarowując im właśnie radość i szczęście, to samo dotyczy naszych bliskich dorosłych, nie chcemy by przez nas cierpieli. Sami tez od tego przecież uciekamy...
:)
W końcu trzeba opuścic taką filozofię cierpiętnictwa, nie każmy innym cierpieć w imię nie wiadomo czego. Życie bywa wystarczająco ciezkie i bez tego...
Weźmy ból fizyczny - ludzie od niego uciekają, jak mogą, posiłkując się lekami, to jest akceptowalne, dlaczego więc mamy znosić ból psychiczny ponad miarę i potrzebę, kiedy np. może pełnić jedynie funkcję poznawczą - ciepię - to jest dla mnie złe, muszę jakoś zakończyć tę chorą sytuację szybko.

Pozdrawiam
Jola
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi



18-03-2014, 09:12:06
Post: #10
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
Jolu, i tak i nie.
My ludzie jesteśmy takimi stworzeniami, że nie doceniamy tego szczęścia które posiadamy, dopiero w obliczu straty/bólu zatrzymujemy się i roztrząsamy. Te wydarzenia właśnie nas kształtują. Pięknie by było gdyby radość i szczęście nas kształtowały. Jeśli jesteśmy świadomi siebie, to nawet w smutku dojrzymy radość.

Tak samo jest ze zdrowiem. Jeśli jesteśmy zdrowi nie dbamy o swoją świątynie, ale gdy już coś zaczyna strzykać to lecimy do lekarza...
Tak samo jest z emocjami... nie zwracamy uwagi na szczęście, dopiero ból cierpienia nas zatrzymuje, budzi.

Najważniejsza rzecz to trzymać się i wciąż szukać, szukać twórczych dróg, szukać samotności, szukać czasu na bycie i działanie, szukać sensu istnienia; trzeba trwać, bo dzika natura daje obietnice, że po zimie zawsze nadchodzi wiosna.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
18-03-2014, 09:27:54
Post: #11
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
Nie powinniśmy uogólniać.
Ja doceniam szczęście i się cieszę, że troszkę przypadło mi ono w udziale.
Ty też w jednym z wątku napisałaś w samych superlatywach o swoim męzu, przyjemnie się czyta takie wynurzenia osób szczęśliwych.
Ktoś kto znajduje upodobanie w cierpieniu to po prostu masochista, reszta woli uciekać przed bólem.
A wiec osoby są świadome emocji, które przezywają.
Jeśli gloryfikuje się cierpienie należałoby pójść krok dalej, by być w prawdzie i dajmy na to skoczyć pod tira, albo ot tak sobie pięknego dnia porzucić wszystko, co się kocha.
Wokół widać przeciwne reakcje, utrzymać stan posiadania za wszelką ceną.
:)

Pozdrawiam
Jola
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
18-03-2014, 09:46:19
Post: #12
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
co za brednie, i watek bez sensu.
nie mozna tak generalizować i nie ma na to złotej recepty.
kazdy jest inny i kazdy inaczej doświadcza.
nie da sie uciec przed cierpieniem, i gówno prawda z tym szukaniem radości , w smutku.
moim zdaniem nie da sie tego przeskoczyć ani obejść.
jedyne wyjscie to obserwować swoje emocje o ile damy radę i pomimo wszystko znależć w sobie siłę.
a najlepsze wyjscie to walczyc o siebie i tą osobe póki jest jeszcze cień szansy.
i nie jolu rozum i myslenie nie ma nic do tego bo zazwyczaj uczucia sa tak silne ,,jesli jest lub było to coś warte ze przysłaniaja zdrowy rozsądek.
zastanów się nad tym proszę co ty piszesz ...mówie o tirze,
a to o czym mowisz to rozprawianie sytego jak to pamieta jak był kiedyś głodny.
przepraszam ze tak pisze ale denerwują mnie takie wątki, złote myśli i pirniczenie kotka za pomocą młotka pana i pani złotej raczki jak to szybko i bezbolesnie uleczyc swoje zycie
przypomina mi to troche bal charytatywny tłustych bankierów , rozprawiających o losie dzieci w afryce
przypomina mi to troche bal harytatywny tłustych bankierów płaczacych nad losem dzieci w afryce
przypomina mi to troche bal harytatywny tłustych bankierów, smucacych sie nad losem dzieci w afryce.
nie ma skrótów moi drodzy.
nie da sie w sobie utomunic uczucia ani pskromic emocji, wszystko musi przepłynąć przez nas
Zacytuj ten post w odpowiedzi
18-03-2014, 10:15:13
Post: #13
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
Cytat:Weźmy ból fizyczny - ludzie od niego uciekają, jak mogą, posiłkując się lekami, to jest akceptowalne, dlaczego więc mamy znosić ból psychiczny ponad miarę i potrzebę, kiedy np. może pełnić jedynie funkcję poznawczą - ciepię - to jest dla mnie złe, muszę jakoś zakończyć tę chorą sytuację szybko.

Podobnie jak w chorobie, cierpimy do czasu wspierając się tabletkami przeciwbólowymi. Ale przychodzi czas, kiedy trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i zmierzyć się z prawdą. Czyli idziemy do lekarza celem znalezienia przyczyny bólu, zanim nas choroba zabije.
Podobnie jest z uczuciami po rozstaniu. Obowiązkowo należy spojrzeć prawdzie w oczy i zrobić rachunek sumienia - gdzie tkwi przyczyna, bo zwykle po obu stronach. I tak jak w chorobie, operacja bywa bolesna, tak w uczuciach musimy również spojrzeć z innej strony i stanąć z boku.
Nie zmienia to w niczym cierpienia, bo każdy ma inną skalę wytrzymałości, ALE pozwala powolutku oswoić się z zaistniałą sytuacją, zrozumieć. I to już jest pierwszy krok do stopniowego zapominania.
Oczywiście są ludzie, którzy już nigdy nie zapomną i do śmierci będzie ich boleć. Ba, niektórych zabije.

W życiu wszystko ma swoja cenę. Musisz tylko rozważyć czy chcesz ją zapłacić.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
18-03-2014, 14:07:21
Post: #14
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
Sz D ma racje - dopiero gdy sie cos traci - docenia sie to co sie mialo.
Niezaleznie co by to nie bylo - bliska osoba, zdrowie, przyjazn, milosc, praca ...
Czlowiek wowczas staje "z boku" i z pelniejsza swiadomoscia jest w stanie na wszystko spojrzec i - docenic.
Ze wiaze sie to z bolem ? - z bolu/z bolem sie wszystko rodzi ...
To sa bolesne doswiadczenia, ale rownie potrzebne jak te radosne, szczesliwe.
Zbieramy je do jednego "worka" ... dobrze, jesli rownowaza sie ...

Stracic bliska osobe - tak jak wiemy wszyscy - przyczyna lezy zwykle po obu stronach ,
"bo do Tanga trzeba dwojga" ...
Nawet, gdy w swej rozpaczy nie widzimy wlasnej winy - ona tam jest.
Jesli ewidentnie druga osoba zawinila,
cos musialo byc w naszym postepowaniu,
co w"jakis" sposob do tego dopuscilo / mialo na to wplyw ...
Co zrobic ? - co poradzic ?
Nikogo nie zmusimy do milosci.
Starac sie jak najpredzej wrocic do rownowagi,
we wspomnieniach cieszyc sie pieknymi momentami przezytymi w zwiazku,
wyciagac ze wszystkiego wnioski,
w przyszlosci z duza doza ostroznosci korzystac (nawzajem)z danego nam szczescia,
ale bez strachu ...

Zapomniec nigdy nie bedziemy w stanie ...

Precz z moich oczu!... posłucham od razu,
Precz z mego serca!... i serce posłucha,
Precz z mej pamięci!... nie tego rozkazu
Moja i twoja pamięć nie posłucha.

Precz z mej pamięci! — posłucham rozkazu,
Lecz pamięć będzie na rozkazy głucha !

To ludzie, a nie podróże statkiem, przyprawiają mnie o chorobę morską.
Ale obawiam się, że nauka jeszcze nie znalazła lekarstwa na tę dolegliwość.

Umberto Eco
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
18-03-2014, 21:04:01
Post: #15
RE: Utrata bliskiej/kochanej osoby-rozstanie....
Jolu nie uogólniam... i zgodzę się z tym, że ten kto upaja się cierpieniem to masochista... ale jak wspomniałam, wszystko zależy od tego czy ból wywołany jest rozstaniem bo coś się wypaliło, czy też ktoś odszedł za tęczową granicę. Bo tych doświadczeń nijak można porównać.
Rastar... wszystko płynie... i każdy jest inny, jeden podda się od razu po pierwszej porażce, a drugiego odmowy nie odstraszają i walczą- tutaj rolę odgrywa siła psychiczna robaczka.

Co do
Cytat:nie da sie uciec przed cierpieniem, i gówno prawda z tym szukaniem radości , w smutku.
myślę, że nie zrozumiałeś tego co ja napisałam... chodzi mi o to, że robaczek X rozszedł się z robaczkiem Y. X cierpi, żyje, przechodzi... uzmysławia sb, że cierpiał, nie potrzebnie, bo obok niego pojawia się robaczek Z, z którym wiąże swoją przyszłość, i jest mu jak w niebie, pełna symetria między X i Z. Do jakiego wniosku dochodzi robaczek X? że właśnie dzięki temu, że rozszedł się z robaczkiem Y zaoszczędził kilka lat własnego życia, a to, co wydażyło się później dało mu dużo siły i nauczyło go wiele o nim samym... i to miałam na myśli pisząc że w smutku rodzi się szczęście... które przychodzi z czasem... nawet nieproszone.

Najważniejsza rzecz to trzymać się i wciąż szukać, szukać twórczych dróg, szukać samotności, szukać czasu na bycie i działanie, szukać sensu istnienia; trzeba trwać, bo dzika natura daje obietnice, że po zimie zawsze nadchodzi wiosna.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz